„Pani Justyno, ja nie jestem alkoholikiem.”
Powiedział mi to kiedyś pacjent, który chwilę później opowiadał, że od kilku lat nie potrafi zasnąć bez alkoholu.
Nie pił codziennie.
Nie tracił pracy.
Nie leżał na ławce pod sklepem.
Dlatego przez długi czas był przekonany, że problem go nie dotyczy.
Kiedy rozmawiam z osobami uzależnionymi, rzadko zaczynam od pytania o alkohol.
Bardziej interesuje mnie to, co dzieje się przed pierwszym kieliszkiem.
Co czujesz godzinę wcześniej?
Co dzieje się w Tobie, kiedy sięgasz po alkohol?
Przypominam sobie jednego pacjenta, który przez kilka miesięcy powtarzał:
„Lubię się napić wieczorem.”
Dopiero później powiedział:
„Tak naprawdę to przez cały dzień jestem spięty.”
Jeszcze później:
„Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem spokojny.”
I wtedy przestaliśmy rozmawiać o alkoholu.
Zaczęliśmy rozmawiać o życiu.
O ojcu, którego ciągle się bał.
O domu, w którym nie było miejsca na słabość.
O przekonaniu, że zawsze musi sobie radzić sam.
Często mam wrażenie, że ludzie próbują walczyć z uzależnieniem, nie rozumiejąc, przed czym ono ich chroni.
Bo alkohol bardzo rzadko jest problemem samym w sobie.
Najczęściej jest rozwiązaniem.
Tylko bardzo kosztownym.
Pomaga nie czuć.
Pomaga zasnąć.
Pomaga zapomnieć.
Pomaga przetrwać.
Przynajmniej przez chwilę.
Nie mówię tego po to, żeby usprawiedliwiać picie.
Mówię to dlatego, że przez lata pracy nie spotkałam człowieka, który uzależnił się dlatego, że miał zbyt dużo spokoju, bezpieczeństwa i bliskości.
Za uzależnieniem bardzo często stoi samotność.
Wstyd.
Lęk.
Poczucie niewystarczalności.
Ból, którego nikt nie nauczył przeżywać.
Dlatego kiedy ktoś mówi:
„Muszę przestać pić.”
Ja często myślę o zupełnie innym pytaniu.
„Z czym ten człowiek zostanie, kiedy już przestanie?”
Bo jeśli przez lata alkohol pomagał mu regulować emocje, wyciszać napięcie i zagłuszać cierpienie, to po jego odstawieniu wszystko to nagle
wychodzi na powierzchnię.
I właśnie dlatego zdrowienie jest czymś więcej niż abstynencją.
To nauka przeżywania życia bez znieczulenia.
To nauka proszenia o pomoc.
To nauka czucia emocji, które przez lata były zamknięte.
To nauka bycia ze sobą takim, jakim się jest.
A to często okazuje się dużo trudniejsze niż odstawienie samego alkoholu.